środa, 4 grudnia 2013

nadziewana i pieczona dynia hokkaido


Ciąg dalszy fazy dyniowej, czyli nadziewana hokkaido pieczona. Sprawdzana nawet na poźnojesiennym pikniku urodzinowym - bardzo wygodnie"naczynie" się zjada i nie trzeba zmywać :)

Przygotowujemy farsz:

25 dkg drobno pokrojownych pieczarek dusimy z równie drobno pokrojoną cebulą. Doprawiamy solą, czarnym mielonym pieprzem i ziołami. Kiedy się ładnie podduszą, dodajemy na patelnię szklankę ugotowanego ryżu (lub kaszy). Można podlać sokiem pomidorowym, jeśli farsz wydaje się za suchy. A nawet jeśli nie wydaje się za suchy można zawsze śmiało podlać białym wytrawnym winem. Próbujemy, czy dobre :)

Tak naprawdę tutaj następuje duża dowolność: moje pierwsze dynie były nadziewane kaszą jaglaną z grzybami leśnymi. Kolejne - pęczakiem i jarmużem, a ostatnie - ryżem pozostałym z poprzedniego dnia i pieczarkami. Przy pęczaku z jarmużem zepsuł się fotoaparat, więc zdążyłam tylko zarejestrować fazę pośrednią, czyli nadziewanie.



W międzyczasie piekarnik nagrzewał się do 200 C. Dwie nieduże dyńki hokkaido umyłam po zewnętrznej, odkroiłam im "czapeczki" i wydrążyłam łyżką środki. Włożyłam do środka farsz, posypałam płatkami drożdżowymi po wierzchu, przykryłam "czapeczkami" i zawinęłam każdą dynię w folię aluminiową. Pieczenie trwa około 50 minut, w zależności od wielkości dyń.


Na zdjęciu poniżej kot Vincent, mniej więcej w kolorze dyni, odpoczywa sobie na krześle w pozycji luźnej. Odpoczynek jest bardzo ważny. Nie tylko u kotów.


środa, 20 listopada 2013

zupa z dyni hokkaido


Moja najnowsza fascynacja to dynia hokkaido. Dotychczas te duże, dostępne w okolicach Halloween dynie nie były moim ulubionym warzywem. Wciąż nie są. Przy okazji drążenia dyni, kiedy potomstwo było młodsze, próbowałam jakoś spożytkować wydłubany miąższ. Zupy, ciasta, placki - bez rewelacji. Gdy nagle nastąpiło odkrycie sezonu: mała dyńka, o pomarańczowym miąższu i przyjemnym smaku. Pieczona, duszona, gotowana - tak! Nareszcie! To jest to!

Na początek zupa dyniowa, wcale nie miksowana, bo hokkaido ma bardzo przyjemną konsystencję, którą żal byłoby stracić.


  • 1 średnia dynia hokkaido
  • 2 marchewki
  • 1 pietruszka
  • por
  • cebula
  • puszka pomidorów w kawałkach
  • olej/oliwa
  • przyprawy - sól, pieprz, czosnek (ew. kurkuma)

Włoszczyznę umyć i pokroić w dowolne kawałki i lekko poddusić w garnku na oleju/oliwie. Dodać umytą i pokrojoną w kawałki dynię ze skórką. Chwilę poddusić, zalać wodą, dodać przyprawy (sól pieprz) i gotować do miękkości. Dodać pomidory z puszki, chwilę podgotować. Na zdjęciach widać jeszcze suszony czosnek niedźwiedzi, a w pierwszej wersji czarnuszkę, ale można się bez tego obejść. Zwyczajny czosnek też będzie dobry :)

A są i tacy, którzy każdą dynię bardzo lubią. Zawsze. /Oglądać koniecznie z dźwiękiem!/ 

niedziela, 17 listopada 2013

surowy deser marchewkowo - sernikowy


Skrzyżowanie sernika z nerkowców i ciasta marchewkowego i do tego bez pieczenia. Trzywarstwowy, efektowny, surowy. Doszły mnie słuchy, że w pewnych kręgach ten deser zyskał już status afrodyzjaku - być może dlatego, że przygotowywałam go, żeby zwabić moją randkę... Marchewka afrodyzjakiem?!...
Przepis znaleziony na Mouthwatering Vegan Recipies, dostosowany do polskiej rzeczywistości. Przygotowwany w niewielkiej foremce o średnicy 15 cm, nie tylko dlatego, że miał byc dla dwóch osób. Z racji użycia orzechów i daktyli jest dosyc sycący, dlatego sugeruję małe porcje.


spód (dolna warstwa)
  • 1 średnia marchewka
  • 1 łyżka płatków owsianych
  • 2 łyżki wiórków kokosowych
  • garść rodzynek
  • 3 namoczone w wodzie daktyle
  • 1łyżka łuskanego słonecznika
  • 2 łyżki stopionego oleju kokosowego (lub innego)
  • sok z połówki cytryny lub pomarańczy
  • szczypta soli
  • szczypta cynamonu
Nasmarować foremkę olejem kokosowym lub innym, marchewkę zetrzeć drobno na tarce i zmiksować z resztą składników - najpierw daktyle i orzechy, potem reszta.Trzeba to zrobić na tyle sprytnie, żeby nie powstała jedna gładka masa - fajnie, jak widać grubsze kawałki składników. Wylepić foremkę i schować do zamrażarki na czas robienia kolejnej warstwy.


środkowa warstwa
  • 3/4 szklanki namoczonych orzechów nerkowca (ok. 100g)
  • 1/4 kostki naturalnego tofu (najlepiej jedwabistego)
  • 1 łyżka ciemnego cukru
  • 2 łyzki soku z cytryny
  • 1 łyżka stopionego oleju kokosowego (lub innego)
  • 3 łyżki (lub ciut więcej) wody
Zmiksować na gładko i wyłożyć na schłodzony spód. Wygładzić wierzch i znów schować do zamrażarki.



górna warstwa
  • 50 g (lub ciut więcej) migdałów
  • 2 średnie marchewki
  • 1 łyżka ciemnego cukru
  • 3 łyzki (lub ciut więcej ) wody
Zmiksować na gładko i wyłożyć na schłodzoną warstwę. Można ozdobić wiórkami kokosowymi. Schować do lodówki na noc. Jest to ciężkie do wytrzymania, wiem, ale warto! Może na początku powinnam dodać w takim razie, że deser należy zrobić dzień przed zaplanowaną randką... Powodzenia!


I jeszcze koty na koniec, bo dawno nie było. Chłopaki siedzą na podłodze w kuchni - Mimbel nawet dał się złapać w specjalnie przygotowaną pułapkę na koty. Wicek też chętnie dałby się złapać, ale pułapka mieści tylko jednego kota. Muszą się wymieniać...


sobota, 26 października 2013

orzechowy chleb bez mąki


Pierwszy raz spróbowałam upiec chleb. Zawsze miałam skłonność do ciemnych, pełnych ziarna, ciężkich chlebów, drapiących w przełyku i tym razem nie jest to jakiś tam chleb. Pieczony bez użycia mąki, drożdży i zakwasów, "chleb zmieniający życie", jak wyczytałam na zagranicznym blogu. I chyba to mnie przekonało. Jak również prostota wykonania i duża ilość orzechów.

Przepis znaleziony na blogu My New Roots, który jest niezwykłym źródłem pomysłów kulinarnych. Prowadząca bloga jest fachowcem od żywienia holistycznego, więc jej przepisy mają konkretną podbudowę. W orginalnym przepisie użyte były jeszcze 2 łyżki nasion chia i 4 łyżki łusek (łupin) babki płesznik, ale to pominęłam. Nasiona chia są dostępne na stoiskach i w sklepach ze "zdrową żywnością", ale o babke płesznik trzebaby się chyba bardziej postarać. Wyczytałam, że głównym składnikiem jej łusek jest śluz i używane są jako środek przeczyszczjący lub poprawiający perystaltykę jelit. Mam wrażenie, że śmiało można je zastąpić otrębami. Przecież miało być prosto, tak?

  • 1/2 szklanka siemienia lnianego
  • 10 łyżek zmielonego siemienia lnianego
  • 1 szklanka łuskanego słonecznika
  • 1/2 szklanki orzechów (np. migdałów)
  • 1 i 1/2 szklanki płatów owsianych
  • łyżeczka soli
  • łyżka syropu z agawy (albo innej słodyczy)
  • 4 łyżki roztopionego oleju kokosowego
  • 1 1/2 szklanki wody (letniej)
  • [ew.2 łyżki nasion chia]
  • [ew. 4 łyżki łusek babki płesznik/otrąb]
  • [czarnuszka/kminek]

Do dużej miski wsypać wszystkie suche składniki, wymieszać, dodać mokre, wymieszać. Zostawić na
1-2 godziny, albo dłużej, żeby suche składniki wchłonęły mokre składniki. Długą blaszkę zwaną keksówką (u mnie długości 25 cm) lekko natłuścić, przełożyć masę. Piec w 180 C przez 50 min lub dłużej. Chleb jest gotowy gdy się w niego postuka i słychać konkretny, głuchy odgłos.

Wyjąć z formy. Kroić po CAŁKOWITYM WYSTUDZENIU - to ważne. W przeciwnym razie będzie się kruszyć.


Poniżej widać jak chłopaki zaanektowały fotel. Początkowo obwąchiwały go nieufnie, potem zaczęły drapać i ucinać sobie drzemki. Teraz należy do nich.

sobota, 12 października 2013

burgery z kaszy jaglanej



W minionym sezonie letnim wszyscy pisali o wegeburgerach i jedli wegeburgery. Trend się wzmagał, Krowarzywa (wegańska burgerownia) pobiła w rankingach burgerownie mięsne, co spowodowało falę dyskusji "czy to w ogóle można nazwać burgerem". Jestem tendencyjna, więc też napiszę. Poza tym potomstwo przez całe lato pracowało w Krowarzywa(ch) zwanych pieszczotliwie "Krówką", więc czuję się spokrewniona i upoważniona. Poza tym przećwiczyłam kilka razy zanim opisałam i zrobiłam zdjęcia.

Bazą dzisiejszych burgerów będzie kasza jaglana. Zwykle robię "na oko", ale w ostatnim odcinku dla porządku policzyłam ile było czego. Z podanej ilości zrobiłam 16 dość sporych kotlecików.
  • 3/4 szklanki suchej kaszy jaglanej - ugotować w potrójnej ilości (objętości) lekko osolonej wody tak, jak gotuje się kaszę jaglaną czyli około 20 min (każą przepłukiwać najpierw na sitku wodą, ale ja tego nie robię)
Można również dodać:
  • 1/2 dużego gotowanego brokuła
  • albo
  • poszatkowany liść jarmużu
  • albo
  • garść pokrojonych drobno pieczarek
  • albo 
  • drobno pokrojona cebula
  • albo nic z tych rzeczy
Poza tym:
  • starta na tarce marchew
  • garść łuskanego słonecznika
  • garść siemienia lnianego
  • zielona pietruszka (siekana)
  • sól
  • pieprz
  • 4 ząbki czosnku
  • majeranek
  • inne przyprawy (kurkuma, curry średnio ostre, pieprz cayenne)
  • 1/2 szklanki oleju
  • 3 łyżki (lub więcej) mąki z ciecierzycy (jako lepiszcze) - ludzie dają jeszcze bułkę tartą i mąkę pszenną, albo płatki owsiane - jak wypróbuję, podzielę się wrażeniami.


Mieszamy wszystko razem w dużej misce i wyrabiamy ręką jak ciasto. Sprawdzamy, czy jest dobrze doprawione. Formujemy kotlety - ręcznie, albo przy pomocy nakrętki po maśle z orzeszków ziemnych, którą lekko smarujemy olejem i wysypujemy bułką tarta. Burgersy wychodzą kształtne i odpowiedniej wielkości. Można je smażyć na patelni, ale lepiej w piekarniku nagrzanym do 200 C, na wyłożonej papierem do pieczenia blaszce, po 15 min z każdej strony, ostrożnie przewracając - mogą być dość kruche.


Podawać klasycznie z dobrą bułką, sosem i warzywami, albo z kaszą/ziemniakami i surówką jako obiad. U mnie sprawdzają się obie opcje, jak również jedzenie na zimno prosto z lodówki.


czwartek, 19 września 2013

pigwa do herbaty (i tarta z jabłkami i pigwą)


Od najlepszej perkusistki w Polsce środkowo-północno-wschodniej dostałam siatkę owoców pigwy. Pierwotny zamiar, żeby zrobić pigwówkę, odpadł z braku spirytusu. Tak, wiem, że mogły poleżeć i poczekać. Ale akurat wirusy mnie dopadły, a to przecież taka kopalnia witaminy C i różnych innych dobroci, że nie sposób było czekać.
Ilości umowne, choć za drugim razem udało mi się trochę powściągnąć entuzjazm i policzyć ile czego. Żeby wyszedł taki "dżemik" jak na górnym zdjęciu, potrzeba mniej więcej:
  • 1/2 kg owoców pigwy
  • 1/2 szklanki cukru
  • 1/2 szklanki wody
Owoce trzeba umyć, pokroić w ćwiartki i wyciąć gniazda nasienne. Zalać wodą i zasypać cukrem w garnku i gotować, aż pigwy się rozpadną. Doskonały dodatek do herbaty zamiast cytryny.


Za pierwszym razem totalna improwizacja, ale bardzo udana. Wody wlało się z rozpędu ciut za dużo, więc jak się zorientowałam, odlałam większą część do słoika. Jak wystygło zrobiła się z tego taka fajna przezroczysta galaretka, też do wykorzystania do herbaty. A z tego gęstego co zostało, zrobiłam tartę z jabłkami i pigwą. Ciekawe, kwaskowo-słodkawe połączenie smaków, zdecydowanie nie dla każdego. Spód wg przepisu --> klik zmodyfikowanego na słodko. Na podpieczony spód pigwa, obrane, pokrojone w plasterki jabłka i mus jabłkowy.




 Dawno nic o chłopakach nie było... Cykam im fotki, może uda się coś wrzucić w następnym poście.

niedziela, 18 sierpnia 2013

kuskus z cukinią, orzeszkami i miętą


Wobec nadmiaru cukinii i na prośbę potomstwa o kuskus, wykonałam dziś obiadowo kuskus z cukinią :) Znalazłam też zakupione kiedyś metalowe pierścienie, które dają doskonały efekt wizualny. A mięta rosnąca na parapecie już puściła nowe listki i znów nadaje się do obskubywania.


  • ok. 1/4 szklanki suchego kuskusu
  • 1 cukinia
  • (1 czerwona cebula)
  • 1 ząbek czosnku
  • kilka gałązek mięty
  • sól
  • pieprz
  • oliwa extra vergine
  • ocet balsamiczny
  • skórka ze sparzonej cytrtny/limonki
  • niesolone orzeszki ziemne lub łuskany słonecznik (garść)


Kuskus przyrządzamy wg przepisu tzn. zalewamy w misceczce gorącą wodą tak, żeby woda była ok. 1 cm ponad poziomem kaszy. Zostawiamy na kilka minut, a w międzyczasie zajmujemy się cukinią.
Cukinię pokroiłam wzdłuż w grube plastry, a potem potraktowałam zwykłą obieraczką do jarzyn, zcinając z plastrów długie, cienkie paski a la tagliatelle. Udusiłam do miękkości na patelni dodając zgnieciony czosnek, sól i pieprz.

Na drugiej patelni prażymy orzeszki zimne lub łuskany słonecznik.

Kuskus mieszamy z 2 łyżkami oliwy extra vergine, łyżką octu balsamico i odrobiną startej skórki z cytryny. Układamy obok uduszoną cukinię, posypujemy orzeszkami lub słonecznikiem i dodajemy listki mięty.


sobota, 10 sierpnia 2013

falafele


Znalazłam doskonały przepis na falafele, czyli kotleciki z ciecierzycy. Zapomnij o podejrzanych budach na mieście, gdzie falafela nakładają tymi samymi szczypcami co kebab, przygotuj się na niezwykłe doznania smakowe i prostotę wykonania. Zapomnij o gotowych miksturach z torebki - dostałam coś takiego z Vegan Swap, ale nie umywa się do moich produkcji. Zanim zaczęłam sama je robić, zawsze wydawały mi się jakąś czarną magią, nie wiem dlaczego. Tymczasem cały proces znów okazał się bardzo prosty.

  • szklanka suchej ciecierzycy
  • pół pęczka zielonej pietruszki
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 średnia cebula
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • przyprawy: sól/pieprz
  • olej do smażenia
Z tej ilości składników wychodzi około 10-12 falafeli. 
Ciecierzycę trzeba zalać wodą i zostawić na noc, czyli na kilka godzin. Rano wylewamy wodę i wszystkie składniki miksujemy mocnym blenderem. Masa nie musi być jednolita.

A teraz zdradzę wam tajemnicę udanych falafeli. Ciecierzyca (i pietruszka) muszą być dość dobrze osuszone - nadmiar wilgoci sprawi, że kotleciki będą się rozpadać podczas smażenia. Odsącz więc porządnie ziarenka, a problemów z rozpadającymi się kotletami mieć nie będziesz :)


Zblendowaną masę przekładamy do jakiegoś naczynia, przykrywamy i chowamy na 2 godziny do lodówki. Ma to również mieć wpływ na trzymanie się falafli podczas smażenia.

Po 2 godzinach wyjmujemy masę falafelową z lodówki, formujemy okrągłe kotleciki i smażymy z obu stron do zbrązowienia. Teoretycznie smażymy na głębokim tłuszczu, ale i na płytkim też daje radę. Podajemy w picie albo innym arabskim chlebku z dużą ilością różnych warzyw - koniecznie sałata, pomidor, ogórek, papryka, oliwki, kapary czy jakieś inne pikle - i z jakimś fajnym sosem np. z tahini, czosnkowym albo innym czerwonym, ostrzejszym. Może być nawet majonez z ziemniaków - pominąć curry i dorzucić więcej czosnku i ziół. Smakowa petarda!





piątek, 9 sierpnia 2013

napój arbuzowy z miętą


Napój arbuzowy wymyślony przez moje potomstwo. Sprowokowany połówką arbuza w lodówce i świeżą miętą z bazaru. Schłodzony doskonale gasi pragnienie w upalny dzień. Proporcje dowolne. Składniki również :)

  • arbuz
  • mango
  • cytryny
  • gałązki mięty
Arbuz i mango były dojrzałe, pachnące i słodkie. Miksacja, chłodzenie, picie. Nie chciało mi się bawić w przelewanie przez sitko, więc uzyskałam coś w rodzaju smoothie. Potomstwo przecedziło i delektowało się w miarę klarownym napojem. 





wtorek, 16 lipca 2013

sernik z nerkowców na zimno z truskawkami



Coś na słodko bez pieczenia na pożegnanie sezonu truskawkowego. Sernik z nerkowców na zimno mogę chyba uznać za swój wyczyn. Prawie witariański, oprócz gotowanej galaretki, ale może kiedyś spróbuję zrobić z jakąś inną wierzchnią warstwą. Tutaj nic nie było "na winie" - wszystko zaplanowane, a produkty kupione z listą zakupową w ręku. Nerkowce, migdały i daktyle polecam nabywać na wagę na bazarze.

Konieczny jest dobry blender, taki który zmiksuje orzechy. Mój nie jest idealny, ale dałam radę. Postarałam się bardzo prosto opisać proces twórczy. Nie jest to takie trudne jak wygląda, a efekt piorunujący.
Do dzieła!


Na blaszkę o średnicy 18 cm:
dolna warstwa:

  • 1 szklanka migdałów namoczonych przez ok. 1h (można dłużej)
  • 1 szklanka suszonych daktyli bez pestek
  • 1/2 szklanki dobrego kakao
  • 2 szczypty cynamonu (wedle uznania)
  • szczypta pieprzu cayenne
  • /można dodać wiórki kokosowe/


środek:

  • 2 szlanki orzechów nerkowca (cashew)
  • 1/2 kostki miękkiego tofu 
  • /1/2 szklanki wiórków kokosowych/
  • 1/4 szklanki oleju kokosowego (lub innego)
  • kilka daktyli (bez pestek) albo innej słodyczy (np. cukier wanilinowy 1 torebka)
  • kilka truskawek dla koloru
  • szczypta soli
wierzch: 
  • galaretka truskawkowa Delecty (bez żelatyny)wg. przepisu na opakowaniu + kilka truskawek



wykonanie:

Zmiksować składniki na dolną warstwę. Ma powstać kleista masa, którą wylepiamy natłuszczony spód formy.
Zmiksować nerkowce. Dodać tofu i resztę składnków i znów zmiksować. Do połowy masy dodałam 1/2 szklanki wiórków kokosowych, ale nie są koniecznie niezbędne. 
Wyłożyć masę na dolną warstwę do formy, jeśli chcesz się pobawić i masz jeszcze truskawki, to najpierw poprzekrawaj je na pół i ułóż dookoła na pierwszej warstwie, a potem nakładaj masę (drugą warstwę).
Teraz na wierzchu fantazyjnie ułóż truskawki :)
Lekko wystudzona galaretka Delecty na samą górę. Gdy się zsiądzie, schować co najmniej 2 godziny do lodówki dla lepszego efektu chłodzącego.


***
Wersja mega czekoladowa: do części środkowej zamiast truskawek dodajemy dobrej jakości kakao. Na wierzch gorzka czekolada. Voilà!





środa, 10 lipca 2013

kalafior i bób z patelni










Obfitość letnich warzyw i owoców prowokuje do tworzenia fantastycznych dań. Bobem mogę się żywić bez przerwy. Ostatnio przypomniałam sobie bób z patelni, który podpatrzyłam wiele lat temu na południu Europy - oprócz bobu i cebuli dymki kolega dorzucił wtedy jeszcze ser pleśniowy.

Tymczasem moje letnie obiady przez kilka dni składały się z kalafiora lub/i bobu z patelni, czasami z dodatkiem cukinii. Sam kalafior z przyprawami jest mistrzostwem świata. Najlepszy jest lekko kruchy więc trzeba czujnie sprawdzać twardość. Bób jest mistrzostwem w każdej kategorii, a cukinię kocham od zawsze miłością pierwszą i czystą. 

  • pół cukinii
  • mały kalafior
  • 1 cebula
  • 1 ząbek czosnku
  • olej do smażenia
  • mleko kokosowe lub sok warzywny
  • sól pieprz kurkuma curry


Propozycja przyrządzenia:

Ciut dobrego oleju do smażenia rozgrzać na patelni. Wrzucić cebulę pokrojoną w piórka i czosnek jak zwykle :) Gdy się zezłoci dodać pokrojoną w słupki cukinię, poczekać aż zmięknie, dodać garść świeżego bobu w łupinach. Przyprawy: sól, pieprz, kurkuma, curry - co kto lubi. Na końcu dorzucić na patelnię podzielonego na różyczki kalafiora. Od tego momentu trzeba uważać na kruchość kalafiora -  wszystko trwa dosłownie pięć minut. Jeśli warzywa w którymś momencie wydają się za suche dobrze jest podlać całość mlekiem kokosowym (wersja lux) lub sokiem warzywnym.

 Chłopaki po przeglądzie technicznym u weta. Wincent jest 100 gramów cięższy od Mimbka. A przecież jest zaledwie rocznym kocięciem. Poza tym Mimbel odbył podróż samochodem bardzo grzecznie na moich kolanach, a Wicek w kontenerku leżac na plecach i strasznie głośno przeklinając całą drogę, jakby go opętał szatan. Po powrocie pół dnia nie chciał wyjść spod łóżka. Biedaczek. Kompletny brak doświadczenia w podróżach samochodem i ogromny stres. Wieczorem pozwolił się przeprosić i dziś zachowuje się jakby nic się nie stało.


środa, 19 czerwca 2013

wegedlina z fasoli



Znowu niebezpieczne dla zdrowia, ale takie dobre!... Szczególnie dla tych, którzy lubią substytuty wędlin, a potomstwo ostatnio się przymawiało i coś fajnego na kanapki. Trochę mam poczucie winy, ale w nstępnym poście postaram się dla równowagi opisać coś z kategorii "zdrowe, bezglutenowe". Ponieważ w tym odcinku poszłam totarnie na łatwiznę i użyłam glutenu w proszku. I fasolki z puszki. O losie...


  • puszka czerwonej fasoli
  • około pół szklanki glutenu w proszku
  • pół szklanki drobnej kaszy jęczmiennej (suchej, niegotowanej)
  • olej
  • przyprawy
Należy zmiksować fasolę z częścią zalewy z puszki, dodać ulubione przyprawy - czosnek, majeranek, pieprz, sól, sos sojowy, co tam chcecie. I około 1/4 szklanki oleju, ale szczerze mówiąc nie pamiętam czy olej był przed, czy po glutenie. Teraz gluten w proszku - tyle, żeby się skleiło gęste ciasto. Prawdopodobnie na tym etapie trzeba będzie dodać więcej przypraw, bo gluten wszystko wchłonie. Spróbuj. Dodaj.



Teraz zaczyna się trochę trudniejszy etap: formujemy walec z "ciasta" i ciasno, naprawdę ciasno, zawijamy w folię aluminiową. I jeszcze raz zawijamy w drugą warstwę. Również ciasno, bardzo dokładnie zawijając końce. Jeśli porządnie nie zawiniesz, wszystko wędlina "wybuchnie" podczas gotowania.
Gotujemy na parze przez godzinę. Potrzebny jest do tego garnek do gotowania na parze, albo sitko do gotowania na parze albo taka specjalna maszynka.


To jeszcze nie koniec. Dla doskonałego efektu końcowego trzeba jeszcze włożyć kiełbasę, zwaną gdzie niegdzie wegedliną lub wegandliną, na 40 min do piekarnika. Nastawionym na około 190 C - piszę z pamięci, więc jeszcze będe musiała to sprawdzić.

Wystudzić, kroić w plastry na kanapki. Potomstwo zjadało na ciepło, ale nie zdążyłam zaobserwować jaką metodę zastosowała.

Tymczasem ja przekonałam się, że gluten w takich ilościach w ogóle mi nie służy...




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...