Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mimbel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mimbel. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 stycznia 2015

cytrynowo-czekoladowy "sernik" jaglany / jagielnik


Nie będę się powtarzać i pisać, że kasza jaglana rządzi. Kto spróbował, ten wie. Jestem w sekcie, która je jaglankę pod każdą postacią, głównie na wytrawnie, ale ostatnio zaczynam eksperymentować na słodko. Trzy podejścia do 'sernika' jaglanego zakończone sukcesem, a ostatnie nawet udało mi się uwiecznić i spisać proporcje. To ostatnie podejście było jeszcze o tyle ciekawe, że pierwszy raz piekłam w silikonowej formie. Udało się bez problemów. Ciasto jest aromatyczne, wilgotne i najprawdopodobniej całkiem dobrze oddziałujące na ludzki organizm. To ostatnie dzięki jaglance oczywiście :)
Tutaj link od mojej mamy, która również docenia walory kasz - jakby ktoś chciał poczytać to klik

Składniki na kwadratową formę 21 cm: 

spod:
  • 1 szklanka mąki (3/4 owsianej + 1/4 wiórki koko)
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • cukier wanilinowy
  • 3 łyżeczki cukru bialego
  • ew. aromat waniliowy
  • 3 łyżki tłuszczu
  • ciut wody
Mąka owsiana, ponieważ nie miałam żadnej innej. Zmieliłam w młynku do kawy płatki owsiane. Zmieszałam suche składniki, dodałam mokre, zagniotłam szybko nie za mokre ciasto, wykleiłam nim blaszkę i wstawiłam do piekarnika na 12 min/ 200 C.



Składniki na część główną:
  • szklanka suchej kaszy jaglanej ugotowana w 3 szkl wody
  • + szczypta soli
  • sok z 1-2 cytryn 
  • otarta skórka ze sparzonej cytryny
  • 10 łyżek cukru (ile to jest na szklanki??)
  • ok. 1 szklanki roślinnego mleka
  • 3 łyżki kakao
  • bakalie --> pokroić orzechy włoskie i namoczyć rodzynki
Ugotowaną kaszę podzieliłam na pół. Pierwsza połowa, ta jasna, została zmiksowana na gładko i dość "luźno" z sokiem z cytryny, skórką, cukrem i mlekiem. Druga połowa podobnie, tylko mniej cytryny, a za to kakao. Pierwsza część ma być jasna i mocno cytrynowa, a druga ciemna i kakaowa. Czyli:

do 1/2 kaszy:
sok z 1 cytryny + skórka
5 łyżek cukru
ok. 1/2 szklanki mleka
bakalie

do drugiej 1/2 kaszy
sok 1/2 cytryny
5 łyżek cukru
2 łyżki kakao
ok. 1/2 szklanki mleka
bakalie

Bakalie dodałam na końcu i wymieszłam ze zmiksowaną masą. Najpierw wylałam na podpieczony spód jasną, cytrynową część masy, potem (nie myjąc miksera) zrobiłam ciemną i wylałam na tą jasną. Wierzch można przyozdobić wedle uznania czekoladą, wiórkami kokosowymi albo kruszonką. Piec 40 min w 190 C. Koniecznie poczekać aż ostygnie. Najlepiej po wystygnięciu schować jeszcze na noc do lodówki, żeby jaglanik ujawnił wszystkie swoje walory. 


I na koniec życie codzienne Mimbla i Wincenta. Mam nadzieję, że wszyscy fani i fanki będą usatysfakcjonowane.


czwartek, 12 czerwca 2014

sos z kalafiora (à la alfredo)


Na podstawie kilku różnych przepisów znalezionych w sieci udało mi się skomponować biały sos do makaronu, który ostatnio rządzi u nas w kuchni. Mam nadzieję, że potomstwo szybko ogarnie temat i zacznie produkować takie pyszności w ramach obiadu - póki co do makaronu podaje sos pomidorowy, duszone boczniaki z kaparami i szpinak z czosnkiem. Wszystko pyszne!

W tym przepisie urzekła mnie prostota, mała ilość składników, a przede wszystkim orginalne zastosowanie kalafiora. I dawno nie używane w kuchni płatki drożdżowe, które dają ten 'serowy' posmak. W którymś z przepisów polecano użycie domowego mleka migdałowego, ale równie dobrze sprawdza się każde inne roślinne mleko z kartonika. Gdyby ktoś chciał spróbować - przepis na mleko z orzechów tutaj. Ilość składników mniej więcej na dwie porcje.

  • oliwa extra virgine
  • 3 ząbki czosnku
  • 1 szklanka mleka roślinnego
  • 1 1/2 szklanki różyczek kalafiora
  • 2 łyżki płatków drożdżowych
  • sól/pieprz
  • świeżo starta gałka muszkatołowa




Wykonanie:

  • Rozgrzej oliwę. Raczej w garnku niż na patelni. Dodaj zmiażdżony czosnek i chwilę podduś.
  • Dodaj mleko. Kiedy się zagotuje, dodaj różyczki kalafiora i przyprawy. Gotuj przez 7 minut (do miękkości)
  • Zmiksuj wszystko dodając płatki drożdżowe i sprawdzając czy nie trzeba doprawić. Jeśli trzeba doprawić - dopraw.
  • Można poksperymentować z sokiem z cytryny lub większą ilością czosnku.
Na zdjęciu poniżej Mimbel biorący udział w sesji zdjęciowej, bada sobie w tle kwitnący tymianek.



wtorek, 13 maja 2014

zupa z białych szparagów



Pierwsze podejście do szparagów. To znaczy pierwsze osobiste podejście. Kiedyś byłam nimi częstowana i stwierdziłam wtedy, że nie rozumiem zachwytu. Teraz gównie z ciekawości, bo kompletnie nie pamiętałam dlaczego wtedy nic do nich nie poczułam.
Kupiłam pęczek białych, przewertowałam internet - polecam post p.t. "Gotowanie szparagów przepis podstawowy" na Puszce - i zabrałam się do robienia pierwszej w życiu zupy z białych szparagów.

  • bulion warzywny (z kostki lub z prawdziwych warzyw)
  • 1 ziemniak
  • pęczek białych szparagów
  • mleko orzechowe lub inne roślinne
  • przyprawy: sól, pieprz, gałka muszkatołowa


Umyłam i obrałam szparagi, ucięłam im kilkucentymetrową główki i odłożyłam na później. Wyglądały trochę jak jakieś upiorne paluszki... Obierki ze szparagów, obrane szparagi i obranego ziemniaka ugotowałam w warzywnym wywarze. Obierki podobno dają więcej aromatu. Odłowiłam je po 15 minutach, jak już szparagi były miękkie. Całość, już bez obierków, zmiksowałam, a potem jeszcze przetarłam przez gęste sitko, bo mimo miksowania w zupie wciąż można było znaleźć włókna. Przecieranie zupy szparagowej zaliczyłam do czynności upierdliwych. Może na przyszłość grubej obierać?



Pozostałe kilkucentymetrowe łebki ugotowałam przez kilka minut w zupie, do której dodałam trochę (około 1/2 szklanki) mleka z orzechów nerkowca. Jeśli brak, to każde inne mleko roślinne będzie równie dobre. 
Nie jest to bardzo fotogeniczna zupa, a do tego główki szparagów toną, więc musiałam kombinować, żeby było je widać. Ale za to jest bardzo smaczna, jeśli ktoś lubi delikatny, specyficzny smak szparagów. Ja jeszcze się nie przekonałam, ale będę próbować :) Może zielone? Może jeszcze w tym roku? Mimbel Kot wykazywał ogromne zainteresowanie zupą i rekwizytami, więc został uwieczniony.




sobota, 12 kwietnia 2014

ciasto z kaszy jaglanej i jabłek


W pracy coraz więcej osób flirtuje z wegetarianizmem, a nawet weganizmem. Jestem pod wrażeniem. Ostatnio kolega przyniósł własnoręcznie upieczone, najprostsze na świecie, właściwie dwuskładnikowe  ciasto na bazie kaszy jaglanej i jabłek. Co z tą kaszą? Ostatnio jest wszędzie. Moja mama też głównie nią się żywi, choć tylko w najprostszej postaci - gotowaną na wytrawnie z warzywami lub na słodko. Ja robię jeszcze burgery jaglane, budyń i sos. A dziś ciasto. Nie jest za słodkie więc doskonale się sprawdza jako śniadanie pierwsze albo drugie, albo jako przekąska w ciągu dnia.

  • 300 g suchej kaszy jaglanej (wg przelicznika ok. 1 i 3/4 szklanki)
  • 1.5 kg jabłek
  • 1 łyżka cynamonu
  • ewentualnie jakiś słód (cukier, syrop z agawy)
  • olej i bułka tarta do wysmarowania blaszki
Najpierw nastawiamy piekarnik na 200 C. Jabłka obieramy za skórki i zcieramy na grubej tarce - powinny być dość soczyste, jeśli nie są, trzeba dodać soku jabłkowego. Mieszamy z suchą kaszą jaglaną i cynamonem. Jeśli ciasto ma być słodkie, dodajemy słodyczy.


Keksówkę smarujemy olejem i obsypujemy bułką tartą. Wkładamy masę jabłkowo-kaszową do formy, przykrywamy papierem do pieczenia, bo wierzch ma tendencje do wysychania i wkładamy do piekarnika na 90 min.

Sudzimy powoli i kroimy dopiero po wystudzeniu. Ciasto jest dość kruche i zachęca do eksperymentów. A co jeśli dodam oleju kokosowego? A może masła z orzeszków ziemnych? Albo wiórki kokosowe, orzechy, rodzynki albo suszoną żurawinę albo śliwki. A może w wersji wytrawnej? Będę relacjownować.




Na zdjęciach propozycje podania: z galaretką owocową, dżemem, powidłami lub masłem orzechowym.
Mimbel dziś ładnie pozował na czerwonej poszewce, a potem badał rekwizyt. Mimbel ma ogromną słabość do wody - lubi brodzić, bada podlewanie kwiatków i wsiąkliwość gleby, z wody pracowicie wychlapanej łapką z miski robi na podłodze w kuchni ślizgawkę. Badanie rekwizytu jak zwykle skończyło się wylaniem wody i zostawieniem śladów mokrych łapek na niezwykle dużej przestrzeni. 





poniedziałek, 3 marca 2014

tofurnik kawowy z czekoladowym musem z awokado



Czy ciasto się udało, można poznać po tym jak szybko znika. To znikło dość bardzo szybko. Faktycznie, może dlatego, że było nas trochę więcej przez kilka ostatnich dni, ale jednak... Dobrze, że zdążyłam zdjęcia zrobić. I to za pierwszym podejściem!
Jedwabiste, aksamitne tofu robi robotę. Okazało się dostępne w dosyć przyzwoitej cenie pod najlepszą w kosmosie Haliną Mirowską. Do tego rewelacja zeszłego tygodnia czyli czekoladowy krem z awokado. Spód w miarę tradycyjny. Właściwie przepis bardzo podobny do ostatniego tofurnika, który również szczerze polecam. W niedalekiej przyszłości zamierzam wykonać podobne ale raw czyli surowe. Mam pomysł - nie będzie trudne :)


spód:
  • 1 szklanka mąki (może być mieszana; u mnie głównie krupczatka i pełnoziarnista)
  • 1 op. cukru wanilinowego
  • 3 łyzki cukru
  • 1/6 łyżeczki soli
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2 łyżki kakao lub karobu
  • 1/4 szklanki oleju
  • woda lub mleko roślinne - ok 7-10 łyżek
  • (tutaj możnaby jeszcze dodać zmielonej kawy - dam znać jak przetestuję)
Wymieszałam suche składniki, potem dodałam mokre i połączyłam sprytnie w kilku ruchach :) - dodając tyle wody/mleka, żeby ciasto było wciąż lekko kruche, czyli ostrożnie. Natartą olejem i obsypaną bułką tartą blaszkę o średnicy 18 cm, wylepiłam ciastem, ponakłuwałam widelcem w kilku miejscach i podpiekłam w 200 C przez 12 minut.


część zasadnicza:
  • 1 kostka jedwabistego tofu (ale myślę, że z innym miękkim też się uda) - zwykle kostka to 300 gram
  • 1 mocne espresso lub ok. 100ml dobrej kawy z kawiarki
  • 1/3 szklanki cukru albo mniej
  • 3 łyżeczki kakao (lub więcej - wedle uznania; kakao jest dobre :) 
  • 1 op. budyniu waniliowego (85g bez cukru)
  • 1, 5 łyżeczki proszku do pieczenia
Zmiksowałam wszystko razem, dodając tyle kakao, ile mi się podobało, czyli około 3 łyżeczek. Chodziło mi o kolor, a poza tym gdzieś się wcześniej naczytałam, że kakao ma dużo magnezu i różnych innych mikro i makro... Muszę znaleźć źródło. Wyglądało wiarygodnie :)

Wylałam to wszystko na podpieczony spód i wstawiłam do piekarnika na 50 min. Piekarnik wciąż ustawiony na 200C.

Na wierzch, po upieczeniu, a nawet wystudzeniu - czeko mus z awokado klik



Pytacie, co u Mimbla i Wincenta. Proszę bardzo - chłopaki zażywały przedpołudniowej drzemki, kiedy zaskoczyłam ich niespodziewanym powrotem do domu. Wchodze, a tu słońce, plaża...


niedziela, 17 listopada 2013

surowy deser marchewkowo - sernikowy


Skrzyżowanie sernika z nerkowców i ciasta marchewkowego i do tego bez pieczenia. Trzywarstwowy, efektowny, surowy. Doszły mnie słuchy, że w pewnych kręgach ten deser zyskał już status afrodyzjaku - być może dlatego, że przygotowywałam go, żeby zwabić moją randkę... Marchewka afrodyzjakiem?!...
Przepis znaleziony na Mouthwatering Vegan Recipies, dostosowany do polskiej rzeczywistości. Przygotowwany w niewielkiej foremce o średnicy 15 cm, nie tylko dlatego, że miał byc dla dwóch osób. Z racji użycia orzechów i daktyli jest dosyc sycący, dlatego sugeruję małe porcje.


spód (dolna warstwa)
  • 1 średnia marchewka
  • 1 łyżka płatków owsianych
  • 2 łyżki wiórków kokosowych
  • garść rodzynek
  • 3 namoczone w wodzie daktyle
  • 1łyżka łuskanego słonecznika
  • 2 łyżki stopionego oleju kokosowego (lub innego)
  • sok z połówki cytryny lub pomarańczy
  • szczypta soli
  • szczypta cynamonu
Nasmarować foremkę olejem kokosowym lub innym, marchewkę zetrzeć drobno na tarce i zmiksować z resztą składników - najpierw daktyle i orzechy, potem reszta.Trzeba to zrobić na tyle sprytnie, żeby nie powstała jedna gładka masa - fajnie, jak widać grubsze kawałki składników. Wylepić foremkę i schować do zamrażarki na czas robienia kolejnej warstwy.


środkowa warstwa
  • 3/4 szklanki namoczonych orzechów nerkowca (ok. 100g)
  • 1/4 kostki naturalnego tofu (najlepiej jedwabistego)
  • 1 łyżka ciemnego cukru
  • 2 łyzki soku z cytryny
  • 1 łyżka stopionego oleju kokosowego (lub innego)
  • 3 łyżki (lub ciut więcej) wody
Zmiksować na gładko i wyłożyć na schłodzony spód. Wygładzić wierzch i znów schować do zamrażarki.



górna warstwa
  • 50 g (lub ciut więcej) migdałów
  • 2 średnie marchewki
  • 1 łyżka ciemnego cukru
  • 3 łyzki (lub ciut więcej ) wody
Zmiksować na gładko i wyłożyć na schłodzoną warstwę. Można ozdobić wiórkami kokosowymi. Schować do lodówki na noc. Jest to ciężkie do wytrzymania, wiem, ale warto! Może na początku powinnam dodać w takim razie, że deser należy zrobić dzień przed zaplanowaną randką... Powodzenia!


I jeszcze koty na koniec, bo dawno nie było. Chłopaki siedzą na podłodze w kuchni - Mimbel nawet dał się złapać w specjalnie przygotowaną pułapkę na koty. Wicek też chętnie dałby się złapać, ale pułapka mieści tylko jednego kota. Muszą się wymieniać...


sobota, 26 października 2013

orzechowy chleb bez mąki


Pierwszy raz spróbowałam upiec chleb. Zawsze miałam skłonność do ciemnych, pełnych ziarna, ciężkich chlebów, drapiących w przełyku i tym razem nie jest to jakiś tam chleb. Pieczony bez użycia mąki, drożdży i zakwasów, "chleb zmieniający życie", jak wyczytałam na zagranicznym blogu. I chyba to mnie przekonało. Jak również prostota wykonania i duża ilość orzechów.

Przepis znaleziony na blogu My New Roots, który jest niezwykłym źródłem pomysłów kulinarnych. Prowadząca bloga jest fachowcem od żywienia holistycznego, więc jej przepisy mają konkretną podbudowę. W orginalnym przepisie użyte były jeszcze 2 łyżki nasion chia i 4 łyżki łusek (łupin) babki płesznik, ale to pominęłam. Nasiona chia są dostępne na stoiskach i w sklepach ze "zdrową żywnością", ale o babke płesznik trzebaby się chyba bardziej postarać. Wyczytałam, że głównym składnikiem jej łusek jest śluz i używane są jako środek przeczyszczjący lub poprawiający perystaltykę jelit. Mam wrażenie, że śmiało można je zastąpić otrębami. Przecież miało być prosto, tak?

  • 1/2 szklanka siemienia lnianego
  • 10 łyżek zmielonego siemienia lnianego
  • 1 szklanka łuskanego słonecznika
  • 1/2 szklanki orzechów (np. migdałów)
  • 1 i 1/2 szklanki płatów owsianych
  • łyżeczka soli
  • łyżka syropu z agawy (albo innej słodyczy)
  • 4 łyżki roztopionego oleju kokosowego
  • 1 1/2 szklanki wody (letniej)
  • [ew.2 łyżki nasion chia]
  • [ew. 4 łyżki łusek babki płesznik/otrąb]
  • [czarnuszka/kminek]

Do dużej miski wsypać wszystkie suche składniki, wymieszać, dodać mokre, wymieszać. Zostawić na
1-2 godziny, albo dłużej, żeby suche składniki wchłonęły mokre składniki. Długą blaszkę zwaną keksówką (u mnie długości 25 cm) lekko natłuścić, przełożyć masę. Piec w 180 C przez 50 min lub dłużej. Chleb jest gotowy gdy się w niego postuka i słychać konkretny, głuchy odgłos.

Wyjąć z formy. Kroić po CAŁKOWITYM WYSTUDZENIU - to ważne. W przeciwnym razie będzie się kruszyć.


Poniżej widać jak chłopaki zaanektowały fotel. Początkowo obwąchiwały go nieufnie, potem zaczęły drapać i ucinać sobie drzemki. Teraz należy do nich.

piątek, 9 sierpnia 2013

napój arbuzowy z miętą


Napój arbuzowy wymyślony przez moje potomstwo. Sprowokowany połówką arbuza w lodówce i świeżą miętą z bazaru. Schłodzony doskonale gasi pragnienie w upalny dzień. Proporcje dowolne. Składniki również :)

  • arbuz
  • mango
  • cytryny
  • gałązki mięty
Arbuz i mango były dojrzałe, pachnące i słodkie. Miksacja, chłodzenie, picie. Nie chciało mi się bawić w przelewanie przez sitko, więc uzyskałam coś w rodzaju smoothie. Potomstwo przecedziło i delektowało się w miarę klarownym napojem. 





środa, 10 lipca 2013

kalafior i bób z patelni










Obfitość letnich warzyw i owoców prowokuje do tworzenia fantastycznych dań. Bobem mogę się żywić bez przerwy. Ostatnio przypomniałam sobie bób z patelni, który podpatrzyłam wiele lat temu na południu Europy - oprócz bobu i cebuli dymki kolega dorzucił wtedy jeszcze ser pleśniowy.

Tymczasem moje letnie obiady przez kilka dni składały się z kalafiora lub/i bobu z patelni, czasami z dodatkiem cukinii. Sam kalafior z przyprawami jest mistrzostwem świata. Najlepszy jest lekko kruchy więc trzeba czujnie sprawdzać twardość. Bób jest mistrzostwem w każdej kategorii, a cukinię kocham od zawsze miłością pierwszą i czystą. 

  • pół cukinii
  • mały kalafior
  • 1 cebula
  • 1 ząbek czosnku
  • olej do smażenia
  • mleko kokosowe lub sok warzywny
  • sól pieprz kurkuma curry


Propozycja przyrządzenia:

Ciut dobrego oleju do smażenia rozgrzać na patelni. Wrzucić cebulę pokrojoną w piórka i czosnek jak zwykle :) Gdy się zezłoci dodać pokrojoną w słupki cukinię, poczekać aż zmięknie, dodać garść świeżego bobu w łupinach. Przyprawy: sól, pieprz, kurkuma, curry - co kto lubi. Na końcu dorzucić na patelnię podzielonego na różyczki kalafiora. Od tego momentu trzeba uważać na kruchość kalafiora -  wszystko trwa dosłownie pięć minut. Jeśli warzywa w którymś momencie wydają się za suche dobrze jest podlać całość mlekiem kokosowym (wersja lux) lub sokiem warzywnym.

 Chłopaki po przeglądzie technicznym u weta. Wincent jest 100 gramów cięższy od Mimbka. A przecież jest zaledwie rocznym kocięciem. Poza tym Mimbel odbył podróż samochodem bardzo grzecznie na moich kolanach, a Wicek w kontenerku leżac na plecach i strasznie głośno przeklinając całą drogę, jakby go opętał szatan. Po powrocie pół dnia nie chciał wyjść spod łóżka. Biedaczek. Kompletny brak doświadczenia w podróżach samochodem i ogromny stres. Wieczorem pozwolił się przeprosić i dziś zachowuje się jakby nic się nie stało.


poniedziałek, 3 czerwca 2013

pasztet z soi i grochu/soczewicy



Polecam mieszanie warzyw strączkowych w pasztetach. Kiedyś piekłam z samej soi i nie były tak dobre jak te, do których dodałam ugotowany groch albo soczewicę.

Na blaszkę 12x25 cm (keksówkę - pasztetówkę): szklankę suchej soi namoczyć przez noc i ugotować osolonej wodzie do miekkości. Zmielić, gdy jeszcze jest ciepła z odrobiną tej wody z gotowania, żeby nie była za sucha. Zmielić jeszcze raz, żeby nie miała grudek. Zmielić również ugotowany groch albo soczewicę - około pół szklanki, wedle upodobania. Bo pasztet może być też z samego grochu przecież, albo z samej soczewicy. Dodać olej, przyprawy - pieprz, sól (sos sojowy), czosnek, dużo czosnku, majeranek i co kto lubi. Spróbować czy dobre. Można poeksperymentować z duszoną cebulą, gotowaną marchewką, kapustą, jarmużem albo grzybami. Niektórzy dodają bułkę tartą, albo namoczony kawałek chleba. Wymieszać na w miarę jednolitą masę, włożyć do foremki, ozdobić fantazyjnie wierzch i zapiekać około 30 min w 190 C.



Tutaj jeszcze wersja z jarmużem (trzeba drobno pokroić!):


Na zakończenie dzisiejszego odcinka - kot Mimbel w pudełku w słońcu, wzrok skupiony, blady nosek, różowe wargi. 


poniedziałek, 25 lutego 2013

ciasteczka owsiano-kokosowe (na winie)


W zamyśle to miały być jakieś ciasteczka do kawy, albo jak człowiek bardzo zgłodnieje w pracy. Bez konkretnej koncepcji. Byłam pewna, że mam zwykłą mąkę pszenną, a to była krupczatka. Dodałam różne składniki według klucza "co się nawinie": płatki owsiane, wiórki koko, siemię i sezam tak, żeby w sumie były 2 szklanki suchego.
  • 1 szklanka krupczatki
  • 1/2 szklanki płatków owsianych
  • 1/2 wiórków kokosowych pomieszanych z siemieniem lnianym i sezamem (dowolnie)
  • 1/2 szklanki ciemnego cukru
  • 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 2 łyżki cynamonu
  • 1/2 szklanki oleju (albo innego tłuszczu do pieczenia)
  • ok. 1/3 szklanki zimnego mleka roślinnego


Wymieszałam suche składniki, dodałam tłuszcz (najlepiej zimny), posiekałam, a potem wyrobiłam ręcznie. Dodałam tyle mleka, żeby wyszło dość zwarte ciasto. Włożyłam na pół godziny do lodówki. Można na dłużej, ciasteczka będą bardziej kruche. Jeśli ciasto wyjdzie za lekkie, ciasteczka będą delikatniejsze. Zawsze można zagęścić wiórkami kokosowymi.


Na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia kładłam ładnie uformowane ciasteczka, piekłam przez 20 minut w 190-200C. Miały byc okrągłe, ale jakoś urosły i się połączyły... Co nie przeszkodziło im był bardzo dobrymi ciasteczkami. Do kawy i do pracy. Czyli mniej więcej według planu.
W smaku doskonałe - trochę jak granola pod postacią ciasteczka.


Na zdjęciach dwa podejścia do ciasteczek: "luźniejsze" (potomstwo suszy, bo uważa, że wyschnięte są smaczniejsze) i cieńsze, bardziej wypieczone. Obie opcje bardzo smaczne.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...