czwartek, 29 grudnia 2011

jamaican banana fritters


Especially for my sister J.! :)
Zastanawiasz się, co zrobić z tymi przejrzałymi, brązowiejącymi bananami?

Kiedyś znalazłam taki przepis  http://www.thatssoyummy.com/recipes/jamaican-banana-fritters/, sprawdziłam - działa. Dziś trochę go pozmieniałam, bo robiłam placki improwizując, więc nie są dokładnie takie, jak w orginalnym przepisie.

  • trzy bardzo dojrzałe banany
  • pół szklanki mleka sojowego (lub wody)
  • 2 łyżeczki brązowego cukru
  • mąka
  • szczypta soli
  • pół łyżeczki proszku do pieczenia 
  • wiórki kokosowe (opcjonalnie)
  • olej do smażenia

Obrane banany porządnie rozgnieść widelcem, albo od razu zmiksować z cukrem, mlekiem, solą, proszkiem do pieczenia i wiórkami dodając tyle mąki, żeby ciasto wyszło gęste jak śmietana, ciężko spływające z łyżki, takie troche gęstsze, niż na naleśniki. 

Nabierać ciasto łyżką i smażyć na rozgrzanym oleju okrągłe placuszki. Przewrócić na drugą stronę, gdy będzie widać, że spód się zrumienił. Odłożyć na papierowy ręcznik lub papier śniadaniowy, żeby trochę obciekły. Podawać z cukrem pudrem albo konfiturami. 

A chłopaki grzeją się przy kaloryferze w ten zimny grudniowy wieczór.




środa, 28 grudnia 2011

forks over knives

Film dla anglojęzycznych --->

http://www.forksoverknives.com/

Zwiastun --->


zupa ogórkowa

Po świątecznych wybrykach wskazana jest dobra zupa.

  • 2 marchewki
  • 1 pietruszka
  • 1 por mały/pół dużego
  • mały kawałek selera
  • 6 ogórków kiszonych
  • 2 ziemniaki
  • 3 ząbki czosnku
  • olej
  • przyprawy



Marchew, pietruszkę, pora i ziemniaki obieramy i kroimy w kostkę. Wrzucamy do garnka, gdzie gotuje się już woda. Doprawiamy solą, pieprzem, dolewamy trochę oleju.
Albo podsmażamy na oleju pora (można również cebulę) i wrzucamy do zupy.

Kroimy ogórki kiszone w kostkę. Można użyć przecieru ze sklepu w słoiku. Wrzucamy do zupy. Gotujemy, sprawdzamy, czy dobra. Na końcu dodajemy zmiażdżony czosnek. Doprawiamy, jeśli trzeba. Można zabielić śmietaną lub sojowym mlekiem w proszku albo w płynie.
Niestety - nie miałam majeranku..

poniedziałek, 26 grudnia 2011

'ryba' w galarecie



Nie jest to danie superproste. Ale raz w roku można spróbować, tym bardziej, że efekt jest niesamowity. Robiłam pierwszy raz i udało się! Jestem z siebie dumna, dlatego zaryzykuję i wrzucę tutaj przepis, który sprawdziłam tylko raz.

  • agar
  • 3 marchewki
  • 1 pietruszka
  • mała puszka zielonego groszku
  • paczka płatów sojowych
  • nori
  • pół szklanki zwykłej mąki pszennej 
  • przyprawy
  • olej do smażenia

Płaty sojowe potraktowałam tak, jak podano w przepisie na opakowaniu, czyli ugotowałam z przyprawami przez 5 minut. Wyjęłam i niech sobie stygną. W tym samym wywarze ugotowałam marchewki i pietruszkę. Dodałam jeszcze z rozpędu pora, ale nie był konieczny. Wyjęłam warzywa i też niech sobie stygną. Potem pokroiłam w plasterki. Otworzyłam puszkę z groszkiem i odcedziłam.

Wystudzone i odciśnięte kotlety panierowałam w mące z przyprawami (sól, pieprz, może być vegeta light albo nawet masala) i smażyłam na rozgrzanym oleju.

Płat nori zamoczyłam na pół minuty w ciepłej wodzie, żeby zmiękły. Pocięłam nożyczkami na mniejsze kawałki i poowijałam usmażone kotlety.

Ułożyłam w salaterce warstwę pokrojonych warzyw + groszek i kotlety.



Teraz galareta:

Wywar z jarzyn przecedzić, żeby był bardziej przezroczysty. Dwie łyżeczki agaru w proszku rozpuścić w gorącym wywarze. Niestety - nie znalazłam nigdzie precyzyjnych proporcji - ile agaru na jaką ilość wody. Ja dałam 2 łyżeczki na litr wywaru, ale ponieważ agar bywa różny, trzeba eksperymentować. Wywar powolutku sobie stygł we własnym tempie, od czasu do czasu mieszany, żeby sprawdzić, czy 'działa'. Długo nie działał, w końcu jak już prawie wystygł, poczułam, że zaczyna gęstnieć. I to był dobry moment, żeby zalać 'rybę' i jarzyny. Pierwsza warstwa szczęśliwie zastygła, co stwierdziłam następnego dnia rano. Ponieważ zużyłam tylko połowę galarety z garnka, podgrzałam wywar z agarem jeszcze raz, ułozyłam drugą warstwę warzyw i 'ryby' i zalałam wywarem. Zostawiłam na chłodnym parapecie kuchennym.

Sąsiad twierdzi, że zamiast 'ryby' można taką metodą zalać agarem selera w plastrach. Muszę go jeszcze podpytać o szczegóły.

Na zdjęciu poniżej to oczywiście nie sąsiad. To Mimbek.



sos z żurawiny



Przepis od Miry - mojej koleżanki z pracy. Co prawda spisując go byłam przekonana, że to będzie 'sok z żurawiny', a wyszedł sos, ale i tak jest OK. Cierpko-słodki, bardzo dobry na chleb i do sojowego pasztetu. Ma piękny kolor. Sama żurawina też ma piękny kolor przed gotowaniem. W sumie - jestem zadowolona, że potrafię coś zrobić z tych fantastycznych czerwonych kuleczek, które dotąd zawsze mijałam i nie wiedziałam jak się za nie zabrać.
Żurawinę kupiłam na bazarze na wagę. Chodzi o taką prawdziwą, nieprzetworzoną żurawinę, jak na zdjęciu.

  • 1/2 kg żurawiny 
  • szklanka soku pomarańczowego bez cukru
  • 1/2 szklanki cukru 
Żurawinę trzeba przemrozić, czyli schować na noc do zamrażalnika. 
Cukru można dać więcej, jeśli ktoś lubi bardziej słodkie. Gotować wszystko razem 20 min. Sugeruję przykryć pokrywką, bo strasznie 'strzela'. I kipi. 





W przepisie była jeszcze szklanka posiekanych włoskich orzechów, które dodaje się na końcu całego procesu. 

I na zakończenie dzisiejszego odcinka: Mimbel i Maurycy pozdrawiają swoich wielbicieli.



ciecierzyca



Ciecierzyca - krewna bobu i fasoli. Pyszna i do tego łatwo się nią poslugiwać. Namoczyć na noc, a następnego dnia ugotować do miękkości w posolonej wodzie. Podstawowy składnik hummusu, czyli pasty z ciecierzycy, którą uwielbiam i nie wyobrażam sobie bez niej życia. Pewnie nie tylko ja :)
Występuje w sklepach spożywczych w puszkach - gotowa do jedzenia, lub na bazarach pod postacią suchą, na wagę. Wolę taką na wagę. Można ją zmielić na mąkę w elektrycznym młynku do kawy i używać jako zamiennika jajek. Kotlety z taką mąką lepiej się 'lepią'.

tahini/tahina

Tahini/tahina - złoto-beżowa pasta z ziaren sezamu. Białko, tłuszcze i witaminy. Nie jest niezbędnie konieczna, ale jak już znajdziesz gdzieś tanią - kup. Przydaje się do hummusu, różnych past, sosów, zup. Nadaje się do eksperymentów - nie można za bardzo niczego popsuć dodając tahini. Ma orzechowy posmak, więc nadaje się do wszystkiego.



Do dostania w sklepach ze 'zdrową żywnością'. Ostatnio duże opakowanie w bardzo przyzwoitej cenie kupiłam w sklepie 'Kuchnie Świata'. Przyzwoita cena to było jakieś 10 pln za 400g. Wystarczy na długo..

tofu

Tofu czyli 'ser' sojowy - niezwykle bogaty w białko i wapń. Nie będę pisać jak się robi, bo można łatwo znaleźć w necie. Jest wiele rodzajów tofu, w Polsce dostępne tylko niektóre. Najpopularniejsze firmy Solida i PolSoja. I na wagę od 'chińczyka' z bazaru;)



Tofu naturalne - bezsmakowe i dlatego najlepiej absorbujące inne smaki i przez to najbardziej wszechstronne. Można je smażyć, dusić, marynować, miksować, dodawać do koktaili, zup, deserów na słodko i obiadków na ostro. Kocham tofu. Po prostu. I używam go do wszystkiego. Jest do dostania w sklepach orientalnych, w sklepach ze 'zdrową żywnością' i w supermarketach np. w Kerfie leży obok woreczków z ogórkami kiszonymi :) Kosztuje około 3,5 pln za kostkę 300g. Tofu kupowane na wagę trzeba włożyć do pojemnika, zalać czystą wodą i schować do lodówki. Potem traktować trochę jak złotą rybkę - codziennie zmieniać wodę. Ale najlepiej nie trzymać za długo tylko zrobić szybko coś fajnego do jedzenia.

Tofu wędzone - nie przepadam. Ma smak i nie trzeba go specjalnie przyprawiać.

Tofu marynowane - lubię pokrojone na kanapki + musztarda, albo w sałatce.

piątek, 23 grudnia 2011

jeszcze żywy karp

http://www.klubgaja.pl/zwierzeta/karpie/
http://empatia.pl/str.php?dz=31

Na czas świąt chciałam wrzucić jakiś baner klubu Gaja na temat świątecznych karpi, ale nie mogłam znaleźć. Wklejam więc tymczasem linki do akcji Gai i Empatii (powyżej) i ulotkę (poniżej).

W moim osiedlaowym spożywczaku karpie leżały jeden na drugim w plastikowych pojemnikach w wodzie i krwi. Wydawało mi się, że się nie ruszają. Jednak - nie. Niektóre jeszcze poruszały skrzelami i pyszczkami. Jeszcze żyły. Pani przy kasie na moja uwagę, że nie tak powinno się je trzymać, wzruszyła ramionami i przestała się do mnie odzywać. Przestała mnie zauważać. A ja zapomniałam po co przyszłam.



kotlety owsiane




Ostatnio wcale nie spisuję swoich 'starych i wypróbowanych' przepisów, tylko tworzę w kuchni różne rzeczy, robię im zdjęcia, a potem zjadam w miłym towarzystwie. Sporo eksperymentuję z nowymi przepisami. Uczę się :)

Tymczasem 'stary' przepis na kotlety owsiane, którym należy się kiedyś oddzielne zdjęcie na talerzu, a nie tylko takie grupowe. Zacne danie - proste, przyjemne, do kaszy, ziemniaków, makaronu na ciepło, albo na zimno jako przekąska do piwa albo czegoś innego.
  • szklanka płatków owsianych (ostatnio używałam błyskawicznych)
  • czosnek
  • bułka tarta
  • cebula (?)
  • pieczarki (?)
  • zielona pietruszka (?)
  • suche ziarna ciecierzycy (!)
  • olej do smażenia
Płatki owsiane trzeba zalać gorącą wodą i poczekać aż napęcznieją. Dość mocno zwiększają objętość. Dodajemy ulubione przyprawy - sól, pieprz, zioła suche, czosnek, posiekaną zieloną pietruszkę. Można dodać drobno posiekaną, podsmażoną cebulę. Albo pieczarki. Ale kluczowym elementem jest mąka z ciecierzycy, która będzie składnikiem spajającym nasze kotlety.


Mąkę robi się prosto - mieląc w maszynce do kawy małą garstkę suchych nasion ciecierzycy.
Wszystko razem trzeba wymieszać, sprawdzić, czy smakowo jest OK, lepić kulki lub placki, lub inne kształty, obtaczać w bułce tartej (też może być z przyprawami) i smażyć na oleju.

Poniżej: Maurycy przy posiłku.

środa, 21 grudnia 2011

'ryba' po grecku


Trochę nie rozumiem parcia, żeby bezmięsne potrawy wyglądały, smakowały, czy nazywały się tak jak mięsne. Ale sama czasem tak robię.

Przepis pochodzi od Magdy i Filipa z Czarnego Kosa.

  • 3 duże marchewki
  • 1 średnia pietruszka
  • por
  • kawałek selera
  • olej 
  • puszka koncentratu pomidorowego
  • 2 opakowania kotletów sojowych
  • glony 'nori' - takie do sushi /ale niekoniecznie/
  • łyżka masła z orzeszków ziemnych
  • przyprawy

Zetrzeć na tarce (znowu!) marchew, pietruszkę i selera. Marchew można częściowo rozrobnić jakąś maszynką do rozdrabniania, ale nie wszystko, bo będzie za drobno. Pora pokroić w krążki. Wszystko udusić na oleju. Sporo tego oleju musi być w porównaniu z innymi przepisami. Mieszać i dusić, aż wszystko ładnie zmięknie. Przyprawić jak kto lubi. Na przykład pieprz i sól bardzo tutaj pasuje. I parę kropel sosu sojowego.
Dodać koncentrat pomidorowy, jeszcze chwilę poddusić, dodać łyżkę masła z orzeszków ziemnych. Wymieszać, wystudzić.
Kotlety potraktować tak, jak napisane na opakowaniu, czyli moczyć lub gotować w wywarze warzywnym. Wystudzić.
Tym razem każdego kotleta owinęłam przyciętym płatkiem nori, ale zwykle tego nie robię. Sama jestem ciekawa, co z tego wyjdzie.

W półmisku układać warstwę uduszonych warzyw na przemian z warstwą kotletów.

***

To nie jest kot po wypadku. To jest kot śpiący w pozycji wypoczynkowej.

surówka z selera i jabłka

  • 1 średni seler
  • 1 duże jabłko
  • oliwa
Z surówkami jest taki problem, że człowiek często tak się skupia na daniu głównym, że potem nie starcza czasu na zrobienie surówki. Albo wszyscy przychodzą głodni i można już tylko w ramach surówki położyc na każdym talerzu ogórka kiszonego...

Niestety - ten super-prosty i pyszny patent wiąże się z tarciem na tarce, czego staram się unikać. Chyba, że mamy jakiś rozdrabniacz. Na przykład ja mam coś, co nazywa się Dualetto (dzięki, mamo!). Rozdrabniamy surowego selera takim urządzeniem, albo trzeba go zetrzeć na tarce na drobnych oczkach. Na grubszych oczkach zcieramy obrane jabłko. Najłatwiej najpierw jabłko obrać, pokroić na ćwiartki i wyjąć gniazda nasienne. Jabłka nie rozdrabniamy maszynowo, bo wyjdzie ciapka. 

Wymieszać seler i jabłko polewając szczodrze oliwą. Można smakową np. taką w której moczył się czosnek i ostra papryka - doda ciekawą, smakową nutkę i zapach. 

środa, 14 grudnia 2011

ryż/kasza/makaron z pieczarkami i tofu


Trzeba ugotować ryż.
Ryż, tak jak i inne kasze, gotuje się tak: w ganku rozgrzewamy trochę oleju na dnie, wsypujemy (zmierzony szklanką lub kubkiem!) ryż/kaszę i prażymy chwilę... I jeszcze chwilę... W tzw. międzyczasie wstawiamy wodę w czajniku. I jeśli ryżu/kaszy wsypaliśmy szklankę, to zalewamy go/ją teraz podwójną (2 szklanki) ilością gorącej wody. Tak, żeby od razu się zagotował. Solimy, chwilę gotujemy bez przykrycia, a jak już wchłonie trochę wody, przykrywamy pokrywką i zmniejszamy gaz do minimum. Całość gotowania trwa  20 min. Nie mieszamy! Po przykryciu pokrywką można starym, babcinym sposobem zawinąć garnek w koc i schować pod poduszki i kołdry, żeby sobie ryż czy kasza spokojnie 'doszła'. I ona sobie spokojnie dojdzie i będzie gorąca, sypka i pyszna. Tylko pokrywka i garnek muszą byc do siebie dopasowane, bo w przeciwnym razie może się wszystko wylać do łóżka i wtedy lipa...
Do gotowania ryżu dodałam szczyptę kurkumy dla koloru.



  • ryż
  • olej
  • kurkuma 
  • sól 
  • 1/4 kg pieczarek
  • 1 duża cebula
  • tofu naturalne
  • sos sojowy
  • sól 
  • pieprz

Kiedy ryż albo kasza będą sobie dochodzić pod kocem albo na malutkim gazie, trzeba umyć i pokroić pieczarki. Drobno pokroić cebulę i zeszklić ją na oleju w garnku lub rondlu. Kiedy będzie już szklisto-złota, dodać pieczarki. Posolić, popieprzyć, delikatnie pomieszać od czasu do czasu, przykryć i dusić, aż pieczarki zciemnieją i puszczą sok. 

Obok na patelni podsmażyć pokrojone w kostkę tofu z odrobiną sosu sojowego i pieprzu (czosnku?).

 Zielona pietruszka bardzo pasowałaby do tego na wierzch, ale nie miałam. A Zuza dodała oliwki. Też pasowały.


pasta z pietruszki i tofu



Pęczek pietruszki trzeba umyć, a potem dwie grubsze łodyżki dać kotom do zabawy.

'Awokado dla ubogich anemików' - pietruszka pełna witamin i ten zielony kolor... Doprawić można jak kto lubi - bardziej orzechowo lub z paroma kroplami cytryny. Lubię czosnek, więc wrzucam go właściwie wszędzie. Główne składniki to: naturalne tofu, pietruszka i orzechy.


  • pęczek pietruszki
  • 1/3 kostki tofu naturalnego
  • orzeszki ziemne niesolone (mała garstka)
  • sól
  • pieprz
  • ząbek czosnku
  • oliwa/ olej - troszkę


Zmiksować dobrym mikserem wszystko razem na gładką pastę. Smarować pieczywo albo krakersy.
Dobry mikser to podstawa wielu fantastycznych potraw - nie ma co oszczędzać i kupować badziewia. Szczerze polecam zainwestować w dobry sprzęt. Przydaje się co chwilę przy różnych okazjach.




sobota, 10 grudnia 2011

cieciorka w pomidorkach



'Cieciorka w pomidorkach' to nazwa jakiejś potrawy (Sante - chyba), którą można kupić w słoiczku. Kiedyś jadłam. Nie pamiętam, czy dobre. Przepraszam za te kelnerskie zdrobnienia (jak 'herbatka z cytrynką' i 'pieniążki'), ale 'ciecierzyca w pomidorach' brzmi tak super poważnie, a poza tym przyzwyczaiłyśmy się już w domu do takiej nazwy.
Ciecierzyca to fantastyczne warzywo. Krótko się gotuje i świetnie smakuje. Trzeba tylko pamiętać, żeby namoczyć ją na noc tzn. zalać wodą w garnku i zostawić. Potem w tej wodzie (posolonej) trzeba ją ugotować. Można też użyć cieciorki z puszki, ale ja jakoś wolę taką prawdziwą.


  • 1/4 kg ciecierzycy namoczonej, a potem ugotowanej
  • olej do smażenia/duszenia
  • cebula
  • cukinia
  • bakłażan
  • pomidory żywe albo z puszki/kartonika + sok pomidorowy lub warzywny
  • czosnek
  • sól/pieprz
  • masala albo jakaś inna fajna przyprawa





Cebulę pokroić i udusic na oleju w rondlu lub garnku dość dużym, żeby potem zmieściła się cała reszta. Dodać pokrojony dowolnie bakłażan, potem cukinię. Posolić, popieprzyć, pomieszać, poddusić trochę, po paru minutach można podlać sokiem pomidorowym lub warzywnym. Gdy cukinia i bakłażan trochę zmiękną, można dodać pomidory z puszki, najlepsze takie w kawałkach - ja miałam Podravki w kartoniku, z czoskiem i oliwą. Na którymś etapie można dodać czosnek i jakieś inne, fajne przyprawy np. masalę i zioła jak kto lubi. Gdy już wszystko fajnie wygląda i wszystkie warzywa zmiękły, dodajemy ugotowaną, odcedzoną ciecierzycę. Chwilę gotujemy wszystko razem. Jemy z chlebem, kaszą albo ryżem.



I na zakończenie programu - Maurycy na parapecie.
O wiele lepiej robi się zdjęcia tym fotoaparatem w oldskulowym aparacie telefonicznym. Aż ciężko się powstrzymać ;)

środa, 7 grudnia 2011

babeczki kokosowe



Szaleństwo babeczkowe trwa. Ale trudno mu się oprzeć, temu szleństwu. Babeczki robi się szybko, prosto, są pyszne i nie brudzi się za bardzo dookoła - wystarczy jedna miska na 'suche' składniki, szklanka na olej/mleko sojowe i formy do babeczek. Ja mam takie silikonowe - nie muszę kupować tych papierków.



Tym razem kokosowe, bo kupiłam paczkę wiórków kokosowych:
  • 1,5 szklanki mąki przesiać do miski
  • dodać paczkę (chyba 200g) wiórków kokosowych, co w sumie daje objetościowo 2 szklanki 'suchego' :)
  • 1/2 -3/4 szklanki cukru
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia LUB sody
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1/2 szklanki oleju
  • 1/2 szklanki napoju sojowego o smaku waniliowym z Biedronki (ale każde inne mleko roślinne będzie OK) 
  • łyżka octu jabłkowego (wlać do mleka, zamieszać i zostawić, żeby się zsiadło)
  •  2 garści rodzynek albo łuskane orzechy włoskie albo migdały
  • albo kropla dżemu na wierzch

Wlać 'mokre' do 'suchego', wymieszać łyżką lub widelcem, dodać jeszcze tyle mleka lub wody, żeby ciasto miało konsystencję gęstej śmietany. Napełnić foremki do 3/4 wysokości. Wystarczyło mi na 12 foremek. Wstawić na 23 minuty do piekarnika nagrzanego do 200-220C. Mój piekarnik był nagrzany do 200C, po 23 minutach sprawdziłam patyczkiem jedną babeczkę i to jeszcze nie było to...Tzn. była mokra w środku, nieupieczona. Więc podkręciłam ciut do 220C i dałam jeszcze...około 4 minut. I potem było już baaardzo dobrze.

Przeprowadziłam się do starego telefonu. Precz z dotykowymi wymysłami, które robią kiepskie zdjęcia!! Oto zdjęcia ze 'staruszka' z normalną oldskulową klawiaturą. Jestem zadowolona, ale Mikołaj mógłby mi przynieść przy najbliższej okazji jakiś fotoaparat do robienia fotografii. Nie obrażę się. Poza tym byłam super grzeczna - mam świadków.





piątek, 2 grudnia 2011

tofucznica



Tofucznica - mistrzostwo świata. prosta, pyszna, sycąca, na ciepło. No i z tofu, które kocham miłością pierwszą i czystą :) Trzeba  je rozgnieść widelcem, ja robię to czasem na szybko nawet na patelni, i potraktować jak jajko, czyli usmażyć rozgniecione tofu na tłuszczu roślinnym (oleju), dodając:

  • sól
  • pieprz
  • szczyptę lub trochę więcej kurkumy - da ładny, żołty kolor + smak!
  • szczyptę 'czarnej soli' - da jajeczny posmak/zapach (do dostania w sklepach ze zdrową żywnością)
  • + co tam komu jeszcze przyjdzie do głowy

np. pieczarki uprzednio uduszone dodałam, pomidorki koktajlowe i cebulki zielonej troszkę na koniec na talerzu.



czwartek, 1 grudnia 2011

babeczki z jabłkami

Wypróbowałam dziś przepis Olgi. Nie miałam octu jabłkowego i troche pozmieniałam, ale udało sie nadspodziewanie znakomicie. A było to tak:


  • 2 szklanki mąki zwykłej
  • pół szklanki cukru zwykłego
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • łyżeczka niecała sody
  • cynamon (Zuza lubi)
  • łyżeczka soli (?)
  • pokruszone orzechy włoskie


Wymieszać w misce.

1/3 szklanki oleju
wymieszałam z mlekiem sojowym naturalnym z Biedronki tak, że wyszła pełna szklanka

Wlałam to do suchych składników do miski i wymieszałam widelcem. Dodałam pokrojone w kostkę miekkie jabłko. Do ciasta dolewałam jeszcze soku jabłkowego niesprecyzowane ilości - aż się zrobiło takie, jak gęsta śmietana. Do piekarnika na 23 minuty na 200C.
Urosło aż za bardzo. Trzeba dawać mniej tej sody albo proszku. Ale poza tym - pyszka!


Zdjęcie nie jest rewelacyjne, tak - wiem. Ale robię, co potrafię, tym, co mam, czyli aparatem fotograficznym w aparacie telefonicznym. Jeśli będą udawać mi się lepsze zdjęcia, będe je wymieniać. Maurycy się przygląda z lodówki.

poniedziałek, 28 listopada 2011

muffiny od olgi mrru :)



hej (: 
przepis taki mam i chętnie się podzielę. jest to dla mnie przepis podstawowy,
do ciasta wrzucam/dolewam na końcu dodatki
typu kakao, owoce, esencje, groszki czekoladowe, bakalie itp co kto lubi.
 
MUFFINY WEGAŃSKIE - przepis podstawowy:
2 szklanki mąki pszennej typu 450 (tortowa)
3/4 szklanki cukru ( z takiej proporcji wychodzą ledwo słodkie, jeśli lubisz/chcesz zrobić słodsze trzeba dać całą szklankę lub więcej)
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1/4 łyżeczki soli
1 i 1/2 szklanki mleka sojowego (polecam alprosoya, byle nie light!) + łyżka stołowa octu jabłkowego
1/3 szklanki oleju roślinnego
dodatki
 
Do mleka dodajemy ocet, mieszamy i odstawiamy na 5min, żeby się ścięło.
Suche składniki na masę mieszamy w misce (dobrze jest przesiać mąkę) i dolewamy
mleko i olej. Na koniec dodatki. Masę mieszamy, aż do połączenia się wszystkich składników, nie używamy w tym celu miksera, masa musi być grudkowata !
Pieczemy (najlepiej w formie) przez 20-25 min w 200 stopniach, sprawdzamy
patyczkiem czy gotowe.
 
ściskam i pozdrawiam !
ola

 

sobota, 26 listopada 2011

pasta z pieczonej papryki


Sezonowa, przepyszna pasta z pieczonej papryki i orzeszków lub słonecznika. Trochę przypomina ajwar jeśli dodasz inne warzywa - bakłażana, cebulę, pomidory.

Usunąć gniazda nasienne z 4 czerwonych papryk. Umyć, przekroić na pół i upiec w piekarniku na folii aluminiowej (ciekną i ciężko doczyścić) przez 40 minut w 220C, aż skórka zrobi się czarna. Można też równolegle upiec bakłażana i potraktować dalej jak paprykę. I cebulę też.


Paprykę wystudzić, obrać ze skóry. Zmiksować z garścią niesolonych orzeszków ziemnych uprażonych na suchej patelni, albo z uprażonym słonecznikiem, można dodać tofu, można dodać łyżkę tahiny, sól, pieprz, czosnek - ile kto lubi, kilka kropel cytryny. Pisałam, że zmiksować? No, właśnie. Można używać jako pasty na chleb lub do makaronu.
Zdjęcie poniżej przedstawia pastę z dodatkiem tofu - stąd kolor taki niekoniecznie. Ale z samej papryki uzyskuje się piękną czerwień.



ciasto drożdżowe (na pizzę)

  • 2 szklanki mąki przesiać do miski
  • 1 łyżeczka soli (lub więcej)
  • na tym etapie można dodać czosnek i zioła

  • ok 20 g drożdży
  • ożywić w ciepłej wodzie (1/5 szklanki dla ścisłości) z łyżeczką cukru

  • wlać do zagłębienia w mące;
  • zmieszać z małą ilością mąki, zostawić w ciepłym na pół godziny (ale chyba niekoniecznie; można od razu wyrabiać)

  • szklanka wody (mniej wiecej)
  • 1/4 szklanki oleju


Wyrobić ciasto i zostawić do wyrośnięcia przez godzinę. Ta ilosć składnkiów wystarcza na dwie blaszki, jeśli cienko rozwałkuje się ciasto.

Na wierzch, na wierzch... pomidory, cukinia, pieczarki, cebula, zioła. Albo ziemniaki gotowane, pokrojone z czosnkiem i rozmarynem, tak, jak na Elbie :)
Rozwałkować na placek takiej grubości jak lubimy, podsypując mąką, żeby się ciasto nie przylepiło. U mnie do podsypywania sprawdza się mąka krupczatka.
Piec dłużej niż 23 minuty w temperaturze nieco wyższej niż 200C. Może nawet z pół godziny. Może nawet w 220C. Jeśli robicie kilka plackówpod rząd, to te kolejne wychodzą już łatwiej. Wiadomo na jak długo zostawić je w piecu i jaką ustawić temperaturę

Zdjęcie jest, ale się nie nadaje.Wyszła tak świetna , że została prawie cała prawie natychmiast pożarta i próbowałam sfotografować resztki, ale już nie są takie apetyczne. Trzeba będzie powtórzyć.

***

Zdjęcie z kolejnej próby wg przepisu na ciasto. Na wierzchu dużo ziół, pomidory, cebula, czosnek, oliwki.



***


Jeszcze jedno zdjęcie z kolejnego podejścia do pizzy. Udaje się co raz lepiej. Za chwilę będę już piec takie dobre jak na Elbie :)

kruche ciasto na tartę


Generalnie ciasto na tartę powinno być bardzo proste: mąka, sól, olej, woda, opcjonalnie proszek do pieczenia. Oto moje pierwsze próby pieczenia tarty spisane ku pamięci:

  • 2 szklanki mąki krupczatki
  • 1-2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • sól
  • pieprz
  • czosnek granulowany
  • zioła

  • Wymieszać łyżką w misce.

  • 1/3 - 1/4 szklanki oleju
  • woda - tyle, żeby ciasto miało odpowiednią konsystencję

Wymieszać, dolewając tyle wody ile potrzeba. Ciasto wyszło szarawe i grudowate przez te suche zioła chyba. Miałam trochę wątpliwości, ale efekt był bardzo OK :) Wyrobić ciasto dość szybko i schować na godzinę do lodówki.

Wylepić formę do tarty, ponakłuwać widelcem i podpiec przez 15-20 min w piekarniku. Można (niektórzy mówią, że trzeba) przykryć ciasto folią srebrną lub papierem do pieczenia i obciążyć fasolą. Jeszcze nie wiem po co..

Na wierzch wrzuciłam 4 pokrojone i uduszone na złoto cebule i pomidory w kawałkach z puszki + zioła + czosnek. Dla wegan: pokrojone w plasterki tofu marynowane; dla nie-wegan: feta w kawałkach. Na 200C na około pół godziny do piekarnika. Zdjęcia nie ma, bo wszystko bardzo szybko zostało zjedzone ;)

Na górze dodane po czasie zdjęcie tarty brokułowej. Na wierzchu zblanszowane brokuły i sos z tofu z przyprawami.

***

Generalnie składniki na tartę:
  • mąka (1 część)
  • tłuszcz/olej (1/2 części)
  • sól
  • woda
  • proszek do pieczenia
Generalne składniki na sos:
  • woda: maka z ciecierzycy 5:2
  • płatki drożdżowe
  • czarna sól
  • inne przyprawy
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...